Ale jajca!
Tak się złożyło że w dniu dzisiejszym, praktycznie
tydzień po pobycie z Gosią nad Biebrzą, powtórnie miałem okazję pojawić się na Wilczej Górze.
Tym razem wyruszyliśmy z kolegą i jego synem z leśniczówki Grzędy. Pora niezła, bo już o ósmej
byliśmy na czerwonym szlaku. Przybłąkał się do nas jakiś pies, który za nic nie chciał się odczepić.
W konsekwencji dotarł z nami aż pod wieżę widokową, a ja musiałem się tłumaczyć napotkanym
przewodnikom, że bydlę nie jest moje tylko przybłęda i nie mam na niego żadnego wpływu, a już na
pewno smyczy do upalowania. Szczęście że w drodze powrotnej psina pogłaskana została przez
nieświadomą niczego turystkę i pies natychmiast przesiadł się na nowy obiekt zainteresowania.
Zwierząt nie było zbyt wiele. Jedynie jakieś młode zaskrońce i powtórnie
żmijka zygzakowata. Łosie pewnie ruszyły na święto, ale o tym za chwilę. Upał był niemiłosierny i
te dwadzieścia kilosów w taki żar to duże wyzwanie, zwłaszcza dla kogoś kto większość czasu
spędza w pracy przed monitorem. Gdy to piszę, to czuję pulsujący w łydkach kwas. Bardzo zależało mi
na pokazaniu współtowarzyszom łosia, więc w drodze powrotnej zaglądnęliśmy na "Czerwone Bagno".
Niestety, ani w cieniu, ani w pełnym słońcu nie spotkaliśmy żadnego byka, ani klępy. Nic! Pustka i
cisza. No nic. Czasami tak bywa. Pomyślałem, że szansą może być Bagno Ławki i tamtejsza wieża.
Szybka decyzja i powrotna droga samochodem przez Grajewo i Osowiec. Zajedziemy na Bagno Ławki.
Dojeżdżamy, a tu samochód za samochodem. Koło wieży brak miejsc parkingowych! W końcu się
zatrzymujemy, otwieramy okno a tu: umpa - umpa !!! Co jest grane? Przebłysk myśli -
chyba po łosiach! A jakże - wysiadam, a tu impreza jak na Dniach Ostrołęki. Barek,
scena z folklorem - teraz nawet folklor się nagłaśnia do nieznośnej ilości decybeli.
Browarek i muzyka! - "Święto Koszenia Łąk" czy też jakoś tak. Nie mam nic przeciw imprezom,
sam czasami zabaluję. Jednak takie widowisko w środku basenu południowego BPN,
przy wieży widokowej, a na dodatek w środku bukowiska łosi?!!! Jeśli dobrze pamiętam to nie
dawno pan dyrektor BPN postulował odstrzał jeleni, uzasadniając to tym, że jelenie stresują
łosie w trakcie bukowiska. O ironio !!! Jeleń stresuje łosia, jak ten chce "przekazać geny"!
Chyba podgląda go. Natomiast muzyczka to tylko byśka bardziej rajcuje! Ale jajca. Pomijam już
fakt, że nadłożyliśmy gromadę kilometrów, aby ostatnie chwile w BPN spędzić w ciszy i spokoju,
wypatrując rozochoconych rogaczy.
A teraz coś na koniec. Oczywiście padną komentarze, że się mszczę.
Jest jeszcze jedna ciekawostka. Wystąpiłem do dyrektora BPN o zgodę na mały spływ nurkowy.
Tylko pianki, płetwy, maski i fajki - 4 kilometry. Zgody nie dostałem, a podstaw decyzji nawet
nie przytoczę, bo ich nie znam. Na zasadzie: nie, bo nie. Dziesięciu nurków w płetwach, jest
pewnie w stanie poczynić horrendalne spustoszenie w środowisku naturalnym Biebrzy,
a tysiące wioseł od kajaków mieszają tą wodę co miesiąc. Może to kara za to, że moja strona
zamieszcza niepokorne teksty? Trudno, spłyniemy inną, o wiele bardziej przyjazną rzeką i
przy okazji trochę ją posprzątamy. Może innym taka pomoc się przyda. W Parku zrobi się
"Sprzątanie Biebrzy", 100 nurków na trzystu metrach. I punkcik w statystyce będzie.
Tylko czy o to chodzi? Czy Biebrza istnieje dla statystyk z imprezami? Czy BPN nie jest po to,
by chronić to, o czym mówił mój kolega w dniu dzisiejszym na Grzędach: - Nie wiedziałem, że są
jeszcze w tym kraju takie miejsca. Polska to piękny kraj.
AMEN !
PS. Droga z Grząd do Wilczej Góry, to rzeźnia żab, zaskrońców i
innych małych zwierząt, takich jak ryjówki. Wszystkie są prawnie chronione. Jednak autokary
mogą wjeżdżać pod "Góry" i w związku z tym "rozflaczać" wszystko, a
małe grupy "pedałują na kamasz" 9 km w jedną stronę. Zdjęć tego co zostaje po kołach, nie zamieszczam.
Ci co tam byli, to znają te widoki. Teraz już koniec.
"Niepokorny Turysta"